czwartek, 14 kwietnia 2016

Clarena Boracay Body Cream

Jest to krem, w którym w ogóle nie obchodzi mnie skład, cena, opakowanie, dostępność. NIC. Zapach tego produktu jest tak wspaniały, wyjątkowy i  porywający, że reszta nie ma znaczenia. Twórca kosmetyku na pewno sprzedał dusze diabłu. Będę miała ten krem zawsze. Z działania też jestem bardzo zadowolona. Krem jest gęsty i bardzo odżywczy. Dobrze nawilża i pozostawia mnie w stanie permanentnego rozmarzenia.

Polecam wszystkim!!! Chyba że ktoś nie lubi mocno pachnące kosmetyki do ciała, ale jeśli jest sytuacja, kiedy należy się ubrać tylko w sam krem ;)...???

Dostępny w internecie  i Douglasie :)

http://www.e-clarena.eu/---Body-Advanced-Line_Boracay-Body-Cream_121_55_1






czwartek, 10 marca 2016

Yves Rocher Mleczko odbudowujące do skóry bardzo suchej

Yves Rocher uwielbiam. Była to pierwsza firma kosmetyczna, którą poznałam. Kiedy byłam nastolatką, ogromne wrażenie robiły na mnie różowe żele pod prysznic z drobinkami. Mama dawała mi je często w prezencie, więc mam same przyjemne wspomnienia, związane z tą marką. Podoba mi się ich szereg ekologicznych inicjatyw (ostatnio wyprodukowali nowe opakowania, które zawierają 25 procent mniej plastiku), zniżki i perfumy. Mają takie sobie produkty do twarzy, niezłe kosmetyki do makijażu i ciała, ale perfumy są dla mnie zawsze odkryciem. Ale o tym później...

Przede wszystkim mleczko pięknie pachnie! Orzechowo-kokosowo-czekoladowo. To podnosi nastrój :) Oprócz zapachu, nic specjalnego. Nawilża dobrze, ale dla suchej skóry jego działanie było by niewystarczające. No i cena. Promocyjne 20 złotych za 200 ml mogłabym zapłacić, ale pełna kwota - 40 zł, mi nie odpowiada.

Myślę, że czas od czasu powrócę do tego mleczka, ze względu na zapach, ale jeśli znajdę coś lepszego, rozstanę się bez żalu :)

P. S. Przedostatnim w składzie występuje BHT - konserwant i przeciwutleniacz, na temat szkodliwości którego jest mnóstwo informacji. Razi mnie nie tyle toksyczność produktu, tylko brak inwencji firm kosmetycznych i ich powtarzalność. Ten składnik można znaleźć u Nivea, Garnier, Ziaja, Isana, Dove i innych nudnych drogeryjnych marek, których składy i działanie jest podobne. Nie znoszę tego. Mam wrażenie, że najłatwiej dostępne kosmetyki są na początku robione w olbrzymim kotle, a później rozlewane do opakowań niby różnych firm. Yves Rocher z sentymentu jest dla mnie czymś odrębnym, ale często grzeszy dodatkiem pospolitych konserwantów. Podobno na badania kosmetyczne idą ogromne pieniądze. A później znowu Propylen Glycol, Parabeny i BHT wszędzie :) NUDA.





wtorek, 23 lutego 2016

Czeski Płyn do higieny intymnej Chilly intima. Z mentolem :) i Triclosanem...

Uwielbiam podróże. Drogerie są dla mnie tak samo ważne jak zabytki, zwiedzam je niestrudzenie. Poszukiwanie lokalnych kosmetyków, które nie sprzedają się w Polsce, jest ekscytujące. W większości każdy kraj produkuję przeciętne produkty o składzie podobnym do swoich braci z innych państw, ale czasami można wynaleźć coś oryginalnego :)

Kosmetyk zwrócił moją uwagę w dworcowej drogerii w Pradze. Godzina czasu do odjazdu i ostatnie korony, które chciały zostać na ojczyźnie :). Pierwszy raz w życiu zobaczyłam mentolowy płyn do higieny intymnej, dobitność chwytu marketingowego była zabawna, a ja - ciekawa efektów :) (producent obiecywał długotrwałą świeżość i witalność :-D) Na decyzje zakupu wpłynęła również pojemność. 50 miligramów produktu były wystarczające do sporządzenia opinii i nie obciążały walizki.

Nie różni się niczym od przeciętnego płynu, oprócz specyficznego chłodku i oczochlastnego koloru. Podobny efekt jest po mentolowej gumie do żucia, tylko niżej, co z łatwośćią można sobie wyobrazić :)

Skład ma przeciętny: SLS, Cocamidopropyl Betain - środki do powstania piany, Sodium Chloride - chlorek sodu - zagęstnik i piano - ulepszacz, PEG - 40 - emulgator, Lactic acid - kwas mlekowy, złuszcza i nawilża skórę, oczywiście Mentol :), Methylisothiazolinone i Methylisothiazolinone - konserwanty  iiiiiii......

Triclosan - środek bakteriobójczy o niebezpieczeństwie którego zawiadamia nas duża ilość źródeł. Nie jestem chemikiem, cała moja wiedza jest zdobyta z internetu, gdzie często nie bardzo wiadomo, czemu wierzyć. Jeśli produkt jest super, to będę go używała, nie zważając na Triclosan, a jeśli jest przeciętny, poszukam mniej kontrowersyjnego kosmetyku. Triclosan niszczy wszystkie bakterie, złe i też dobre, które są obronną florą organizmu.

Ten płyn kupiłam raczej jako suwenir :) I chyba nie polecam. O kosmetyku można napisać felieton, albo zabawną historyjkę, ale niezbędny do życia to ten mentol nie jest.














sobota, 6 lutego 2016

Rimmel Tusz do rzęs EXTRA SUPER LASH

Czasami w szale uniesień wykupie pół drogerii, a później mam wyrzuty sumienia. Rodzą złe sny. Duża fioletowa żaba z krzykiem - no dzisiaj to już przesadziłaś- maluje się moimi kosmetykami ostentacyjnie przed lustrem, a resztę pożera. Z rana budzę się i z wrażenia przez 3 dni nawet nie zerkam w stronę toaletki. Potem dochodzi do mnie, że nic nie zostało zjedzone, i nadal żyje w drogeryjnej rozpuście.
Ale.
Sny pozostawiają pytanie, czy tę zastępy kolorówki są mi potrzebne, i czy istnieje jakieś niezbędne minimum? Co zabrałabym, jeśli pod moim oknem stał Ryan Gosling i krzyczał - Pimpusiu, czekam na ciebie równo 60 sekund, chcę żebyś wskoczyła do mojego samochodu nago, nie zabieraj żadnych rzeczy!!!  - ok, Ryan  - . Ale i tak zdążyłabym zabrać ze sobą tusz do rzęs, puder (albo podkład) i dezodorant. Bez przesady, nawet oślepienie Ryanem, nie wyłączy mi świadomości że tusz, puder i dezodorant to moja broń, a dziewczęta z charakterem, nie wychodzą z domu nieuzbrojone, chociaż by z lekka.

Więc od dzisiaj będę szukała idealnych tuszu, pudru, podkładu i dezodorantu. A najlepiej kilku ideałów z każdej kategorii, żeby stosować je wymiennie. Bo niestety do ideałów się przyzwyczają, i nie są już wtedy takie idealne    :-D

Akurat ten tusz do rzęs ideałem nie jest. Faktycznie dodaję objętości, wydłuża i pogrubia rzęsy, ale tylko na parę godzin. Później NIEMIŁOSIERNIE się osypuje, a jak ma się tendencję do przewracania oczami i nadmiernej ekspresji w rozmowie, nie przeżyje i godziny. Więc nie polecam!









środa, 2 grudnia 2015

AVON Oczyszczająca maseczka do twarzy z glinką z tureckiej łaźni termalnej. Turkish termal baths


Glinka z tureckiej łaźni termalnej Made in Poland. Prawdziwy miłośnik kosmetyków nie udziela swojej cennej twarzy do testowania produktów sieciowych, ale oglądając katalog Avonu trudno o wstrzemięźliwość. Asortyment jest imponujący. Miliony maseczek, każda w tubce innego koloru, paleta pomadek, nowe serie dla coraz innych części ciała. Katalog jest gruby, kolorowy i na pewno przegoni każde lekkie schorzenie psychiczne :) Więc czasami już nie wiem, czy pogardliwie odłożyć go po oglądaniu, czy próbować za każdym razem coś zamawiać, w nadziei odnalezienia kosmetyku marzeń...Na razie żaden mi się nie trafił.

Maseczka jest taka sobie. Tytułowa glinka (Moroccan Lava Clay) jest w składzie prawie na ostatnim miejscu, po nawilżaczach (Glycerin i Propylene Glycol), środku dla powstania piany (Cocamidopropyl betaine), sylikonie (Dimethicone) i konserwancie (Phenoxyethanol). Bez sensu! Lepiej kupić glinkę zmieszaną z wodą w tubce, albo w proszku. A nie smarować się mieszanką sylikonów i emulgatorów licząc na procedurę SPA. Oczyszcza ta maseczka oczywiście przeciętnie. Czarne kropki na nosie z lekka bledną, ale generalnie mają się dobrze. Twarz po jest trochę podrażniona. Jedynym ciekawym pomysłem kosmetyku jest zmiana koloru podczas zasychania. Z brązowego na jasno - różowy. Urocze, ale przecież ściągnięta twarz i tak da znać, że nadszedł czas zmywania. Czyli, bez sensu podwójnie. Stwierdziłam, że czas skończyć ze ściągającymi oczyszczającymi maseczkami, bo akurat ja nie widzę efektu, a ostatnio odkryłam pilingi enzymatyczne, które działają lepiej i na innej zasadzie. Oczyszczają, złuszczają, a przy tym bez pracochłonnego zmywania i masochizmu :)

2 z 10 (za tę zmianę koloru :D). Cena ok 8 zł. Nigdy więcej.

wtorek, 1 grudnia 2015

Perfumy LANVIN Jeanne Lanvin dla kobiet




Dostałam je w prezencie. Różowy kartonik zauroczył  w pierwszej chwili, przecież róż to życie, wiadomo. Jak się wypsikałam, zachwyt prysnął. Jeżyny, maliny i inne jagody wolę jeść, a nie mieć w perfumach. Jagodowo - cytrusowe zapachy dla mnie są kwaśne, drażniące i nieudane. Nie miałam co prawda droższych perfum o tej kombinacji, może wtedy bym się przekonała Wręcz bardzo potrzebuje poużywać czegoś takiego, bo nie lubię być zdecydowanie na nie. Na razie, ogólnodostępne zapachy z jeżyna, malina i innymi jagodami wprowadzają mnie w stan rozpaczy. Jagody pachną zbyt chemicznie, nie kupuję też owocowych balsamów do ciała, podrobiona malina czy mandarynka po prostu denerwuje.
Poza tym zapach jest wybitnie nietrwały, projekcja jest słaba, ogólnie porażka :)

Więc pod wpływem rozpaczy konsumenta stwierdziłam, iż wszystkie perfumy marki Lanvin będę omijała, ale do tej opowieści wkroczyło słowo pisane. Przypadkiem przeczytałam artykuł o Jeanne Lanvin - projektantce, imię której perfumy noszą. Uwielbiam firmy z historią. Okazało się, iż Jeanne projektowała w Paryżu mniej więcej wtedy co Coco Chanel i była autorką kilku znaczących dla nas krojów. Iiiiiii. I kilku zapachów, uznawanych teraz za klasyczne, tak jak Chanel No. 5. Więc wnioski. Akurat tych perfum nigdy więcej nie kupie i wszystkim odradzam, chyba że ktoś lubi wonieć kwaśną syntetyczną jeżyną. Ale koniecznie spróbuję inne zapachy Lanvin - Arpège (ma nawet swoją stronę w Wikipedii), Mon peche i Scandale. Coś, co jest uznane za ponadczasowe od razu motywuje do sprawdzenia, czy mamy z kokietką sprzed 100 lat podobne upodobania :)

Nuty zapachowe:
nuta głowy: jeżyny, cytrusy, gruszka
nuta serca: piwonia, frezja, malina
nuta bazy: drzewo sandałowe, ambra, piżmo


2 z 10. cena coś około 100 zł (w czasie promocji w Super-Pharmie)