Yves Rocher uwielbiam. Była to pierwsza firma kosmetyczna, którą poznałam. Kiedy byłam nastolatką, ogromne wrażenie robiły na mnie różowe żele pod prysznic z drobinkami. Mama dawała mi je często w prezencie, więc mam same przyjemne wspomnienia, związane z tą marką. Podoba mi się ich szereg ekologicznych inicjatyw (ostatnio wyprodukowali nowe opakowania, które zawierają 25 procent mniej plastiku), zniżki i perfumy. Mają takie sobie produkty do twarzy, niezłe kosmetyki do makijażu i ciała, ale perfumy są dla mnie zawsze odkryciem. Ale o tym później...
Przede wszystkim mleczko pięknie pachnie! Orzechowo-kokosowo-czekoladowo. To podnosi nastrój :) Oprócz zapachu, nic specjalnego. Nawilża dobrze, ale dla suchej skóry jego działanie było by niewystarczające. No i cena. Promocyjne 20 złotych za 200 ml mogłabym zapłacić, ale pełna kwota - 40 zł, mi nie odpowiada.
Myślę, że czas od czasu powrócę do tego mleczka, ze względu na zapach, ale jeśli znajdę coś lepszego, rozstanę się bez żalu :)
P. S. Przedostatnim w składzie występuje BHT - konserwant i przeciwutleniacz, na temat szkodliwości którego jest mnóstwo informacji. Razi mnie nie tyle toksyczność produktu, tylko brak inwencji firm kosmetycznych i ich powtarzalność. Ten składnik można znaleźć u Nivea, Garnier, Ziaja, Isana, Dove i innych nudnych drogeryjnych marek, których składy i działanie jest podobne. Nie znoszę tego. Mam wrażenie, że najłatwiej dostępne kosmetyki są na początku robione w olbrzymim kotle, a później rozlewane do opakowań niby różnych firm. Yves Rocher z sentymentu jest dla mnie czymś odrębnym, ale często grzeszy dodatkiem pospolitych konserwantów. Podobno na badania kosmetyczne idą ogromne pieniądze. A później znowu Propylen Glycol, Parabeny i BHT wszędzie :) NUDA.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz